Okno informacjiBlog
.

Open’er #6 – Klaxons

Posted by
On March 29th, 2010 at 00:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
Po skandynawskich Hivesach i Mando Diao pora na wielki powrót do tradycyjnego miejsca wylęgu dobrej muzyki – na Wyspy. Ze Zjednoczonego Królestwa pochodzą bowiem chłopaki występujące jako Klaxons. Mieszający rocka, lekkie elektro i dance (i, tak naprawdę, Bóg wie co jeszcze) zespół przyjeżdża do nas już w lipcu z nikczemnym zamiarem wypełnienia gdyńskich scen abstrakcyjną [...] Posty o podobnej tematyce:Open’er #1 – The Hives Open’er #4 – Mando Diao Open’er #2 – Pearl Jam

zapraszamy na kurs szydełkowania

Posted by
On March 28th, 2010 at 03:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
Przedstawiamy Państwu sylwetkę naszej nowej instruktorki - pani Ewy Majchszak. Pani Ewa będzie prowadziła u nas warsztaty z szydełka. Oto, co sama pisze o sobie: \"Nazywam się Ewa Majchszak. Jako dziecko wzrastałam w środowisku robótek, kłębuszków, upinania firanek, prucia starych i robienia nowych sweterków. Potrafię więc robić na drutach, haftować, ale najbardziej pasjonuje mnie szydełko. Wykonuję nim różną galanterię dekoracyjną, serwety, firaneczki i wszystko co w danym sezonie jest modne.

Letnia promocja

Posted by
On March 28th, 2010 at 01:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
Letnia p r o m o c j a : Zorganizuj grupkę uczestników zajęć, a otrzymasz rabat: 10 % za pierwszą osobę i 20% za każdą następną

perfekcyjny makijaż - kurs wizażu

Posted by
On March 28th, 2010 at 00:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in fryzury, kolory, oka, formy, dziewczyna, kobiety, celu, sama, mj, opis, reklam, wiem, banana, od
OPIS ZAJĘĆ Każda z nas może wyglądać jak dziewczyna z pierwszych stron kolorowych magazynów czy reklam telewizyjnych! Wiem co mówię bo sama je maluję. Nie są od nas ładniejsze, nie mają mniej zmarszczek. To tylko kwestia profesjonalnego makijażu, dobranej fryzury i malutkich detali, które tworzą niepowtarzalną całość. Na moim warsztacie pokażę jak to zrobić: pomaluję i pomogę dobrać odpowiednie kosmetyki, a co najważniejsze nauczę Was jak to robić. Pokażę jak każda z nas może stać się gwiazdą, jak możemy się przeistaczać z naturalnej, pełnej wdzięku kobiety biegającej po mieście po odważną, pewną siebie, kipiącą seksapilem kobietę spędzającą romantyczne chwile na wieczornej kolacji z ukochanym. A ponieważ stawanie się \"gwiazdą\" to czysta przyjemność zapraszam do \"zabawy\"! SCENARIUSZ ZAJĘĆ CZĘŚĆ TEORETYCZNA (stosunkowo krótkie omówienie poniższych punktów – rozbudowana część praktyczna) * Pokaz przyborów i kosmetyków do wykonywania makijażu * Szczegółowe omówienie kolejności pracy podczas wykonywania makijażu * Charakterystyka twarzy – zasada „światło/cień”, wymiary, kształty * Korekta kształtów oraz elementów twarzy – brwi, oczy, nos, usta * Korekta oka – powiększanie, pomniejszanie * Rodzaje cieni * Rodzaje podkładów * Rodzaje pudrów * Omówienie klasycznej formy makijażu oka jakim jest „Cień banana” * Makijaż a kolory – szczegółowe omówienie zasad kolorystycznych panujących w makijażu CZĘŚĆ PRAKTYCZNA * Indywidualne „omówienie twarzy” każdej z uczestniczek: - kształt twarzy - korekta poszczególnych elementów twarzy - dobór odpowiedniego podkładu oraz pudru - dobór odpowiednich cieni * Każda z uczestniczek zostanie przeze mnie pomalowana „w połowie” – drugą połowę twarzy każda maluje sama * W celu jak najlepszej efektywności zajęć uczestniczki mają przynieść swoje kosmetyki, pomogę skorygować i pokażę jak odpowiednio ich używać. Uczestniczki będą wykonywały makijaż swoim kosmetykami jak i wszystkim kosmetykami udostępnionymi przeze mnie. Na zajęciach rozdam materiały szkoleniowe, które pozwolą uczestniczkom lepiej zrozumieć prezentowany temat. O MNIE Skończyłam Szkołę Makijażu Profesjonalnego, Wizażu i Stylizacji. Od pierwszych zajęć w tej szkole wiedziałam, że makijaż, charakteryzacja i stylizacja to rzeczy które staną się moją pasją... i tak też się stało. Po pierwszym miesiącu w szkole zaczęłam współpracę ze studiem fotograficznym w którym do dziś robimy sesje zdjęciowe modelek do magazynów, stron internetowych i przeróżnych reklam. W zeszłym roku trafiłam pierwszy raz na plan filmowy. Rozpoczął on etap pokazujący mi jak szeroko pojęte jest słowo „makijaż” czy „charakteryzacja”. Wykonuję makijaże ślubne, wieczorowe, spotykam się z kobietami które pragną nauczyć się jak wykonać makijaż dzienny i jak dobrze się ubrać. Dbam o makijaże modelek na pokazach mody czy pokazach fryzjerskich. Moje życie toczy się pod znakiem kosmetyków, pędzli, sesji zdjęciowych, pokazów mody, teledysków, planów filmowych. Bezustanne oglądanie kolorowych gazet, programów modowych i ciągle trwające kształcenie się – to właśnie moje życie... które jest PASJĄ. DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE - praktyki w telewizji WTK oraz TV Biznes - wizaż - praktyki w agencji modelek GAGA – wizaż - festyny dla dzieci – makijaże farbami do twarzy - praca w perfumerii SEPHORA - stała współpraca z firmą „FOQUS – fotografia/reklama” – sesje zdjęciowe modelek, sesje ślubne, reklamy prasowe/internetowe, ulotki reklamowe – wizaż, stylizacja, fryzury - współpraca z Akademią Radości Życia – szkolenia z zakresu wizażu - stała współpraca z Festiwalem PROGRESSteron – szkolenia z zakresu wizażu - plan filmowy „Teraz i zawsze” – charakteryzacja - plan filmowy „Leśne doły” – charakteryzacja

Destroy all monsters

Posted by
On March 28th, 2010 at 00:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
Godzilla - Destroy all monsters (1969)Katsuo: "Hold on a minute, that's a UFO out there."Dziś na tapecie jeden ze wspaniale beznadziejnych filmów. Destroy all monsters! Godzilla sterowana przez kosmitów? Czy to możliwe? A jednak. Katsuo właśnie ich namierzył.Nie ma co chłopaki mają świetne wdzianka. Dziś już takich nie robią, a szkoda. Taka estetyka zrobiłaby furore!

The good the bad and the ugly

Posted by
On March 28th, 2010 at 00:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
The good the bad and the ugly (1966) - interes między czarnym i białymBlondie: "You see in this world there's two kinds of people my friend. Those with loaded guns and those who dig... You dig." Dobry, zły i brzydki to ostatni ze słynnej trylogii dolarów nakręconej przez Sergio Leone stanowiącej przełom w czarno białym świecie westernu. Po raz pierwszy bohater potrafił strzelić przeciwnikowi w plecy bez zastanawiania się nad moralnymi konsekwencjami płynącymi z tego faktu dla widza w kinie ;)Nieskazitelnego John'a Wayne'a w walce o dobro ograbionych przez bandziorów osadników - soli ziemi, zastąpił nieokreślony moralnie przebiegły cynik, który nie tylko dba wyłącznie o własną skórę, ale na dodatek potrafi uśmiechać się (całkiem ładnie) strzelając do zaskoczonego przeciwnika.Sergio Leone: "Do roli bezimiennego w trylogii dolarów chciałem James'a Coburn'a, ale był zbyt drogi. Clinta dostałem za 15 tysięcy. O całe dziesięć mniej!"Wspaniały duet Blondie - Clint Eastwood, oraz Tuco Ramirez w tej roli kapitalny Eli Wallach (Skłóceni z życiem) to dowcipny, milczący i przebiegły bezimienny biały łowca nagród poszukujący 200 tyś. dolarów w złocie do spółki z dwulicowym, nieprzewidywalnym, chaotycznym, impulsywnym i prostolinijnym latynoskim bandziorem.Tuco: "I'll get dressed, I'll kill 'em and I'll be right back."Poszukiwanie ukrytego skarbu brygady kawalerii w czasie wojny secesyjnej obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji i wiele zabawnych pojedynków rewolwerowców jak ten w łazience (powyżej).Ale gdzie ten trzeci?To chyba najlepsza rola w westernie z udziałem Lee Van Cleef'a. Wyrachowany zabójca jest jedyną naprawdę czarną postacią w tym filmie. Przeciw niemu podświadomie działa zabawny duet wiercipięty i cynika.Scena pojedynku trzech tytułowych bohaterów na cmentarzu gdzie ukryty jest skarb przeszła do klasyki gatunku. Wspaniała reżyseria, niekonwencjonalne motywy w muzyce Enio Moricone, przełomowa, wyśmienita fabuła i wspaniała gra aktorów to wszystko tworzy niepowtarzalną atmosferę najlepszego filmu z gatunku Western. więcej >>

Trio de BelleVille

Posted by
On March 28th, 2010 at 00:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
Trio de BelleVille (2003) - świetna kreska, świetna animacja.Przede wszystkim wspaniałe postacie charakterystyczne. Kto był we Francji bez trudu rozpozna typy urody zarówno kobiet jak i mężczyzn. Fabuła raczej senna w porównaniu do kina akcji dla najmłodszych produkcji Pixara'a, ale nie to się liczy w tym filmie.Najistotniejszy jest klimat retro rysunków, który pojawia się wraz z postaciami z lat pięćdziesiątych. Mówiącymi z akcentem i wyrażeniami dość archaicznymi. Ubrani i uczesani zachowują się również tak jak przystało na lata pięćdziesiąte. W scenie tytułowej w sepii rozpoznamy wiele autentycznych postaci, w tym tak "niszowe" jak Django Reinhardt.Glen Gould pojawia się na moment. Nawet animowany... klasa. :DFilm jest niezwykle interesujący i wart obejżenia choćby po to by odpocząć trochę od zbyt głośnej stylityki takich filmów jak Shrek czy Potwory i spółka. więcej >>

Le grand bleu

Posted by
On March 28th, 2010 at 00:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
Le grand bleu (1988) - senny relaks rain man'a 80Jacques Mayol (Jean-Marc Barr) to postać introwertycznego bardzo atrakcyjnego młodzieńca z głową w chmurach... A raczej w wodzie.Całe swoje życie zdające się mówić "Wolałbym być rybą" poświęca na przebywanie pod powierzchnią wody. Pomoc nauce jaką świadczy przy rozwiązywaniu zagadek funkcjonowania ludziego ciała w warunkach ekstremalnych jest obok rozkwitu tej ukrytej rybiej tożsamości tylko celem ubocznym.Johana Baker (Rosanna Arquette), która przypadkowo poznaje go podczas podróży służbowej zakochuje się w nim od pierwszego wejżenia. Stara się nawiązać z nim kontakt mimo iż mężczyzna nie ma zupełnie doświadczenia, a jego głowę zajmuje wyłącznie szczęśliwy podwodny świat.Enzo Molinari (Jean Reno) - przyjaciel Mayol'a z lat dziecięcych, kilkukrotny mistrz świata w nurkowaniu swobodnym pragnie zrealizować swoje marzenie z dzieciństwa. Rozstrzygnąć kto z nich dwuch jest lepszym nurkiem.Enzo: "But most important. Find me the frenchman."Wszyscy troje przegrywają. Enzo ginie pchając tempo pojedynku poza granice swojej wytrzymałości. Johana odkrywa gożką prawdę, nawet dziecko które nosi w sobie nie sprawi, że jej ukochany zostawi swój świat i odnajdzie siebie wśród normalnych ludzi, z nią. Jacques traci zarówno pierwszą niedojżałą miłość jak i jedyną przyjaźń, ostatnie więzy które łączą go ze światem ponad lustrem wody.Ot i cała fabuła. Film z pewnością byłby nie ciekawy gdyby nie to coś co sprawia, że ciągle jest grany w kinach studyjnych.Dlaczego zalicza się go do kultowych pozycji kina lat 80'tych? Napewno nie jest to gra aktorska. Z pewnością nie fabuła. Oczywiście nie zdjęcia. Reżyseria również.Ten film jest unikalny przez swoją senną atmosferę. W połączeniu z "leniwymi" ujęciami, scenerią pełną gumowych klapek, koszul acapulco, ciepłego wiatru, lśniącego morza i wreszcie wątku miłosnego typowego dla lat 80-tych muzyka, która również nie należy do przełomowych dzieł daje fantastyczny, kolorowy, plażowy, orzeźwiający koktajl (z parasolką), który każdy widz chętnie sam by wypił na Lazurowym Wybrzeżu.Enzo: "As I was telling you earlier I am a world champion freediver."Ten film przyciąga z równą siłą co marzenia o sennych wakacjach. W istocie atmosfera tego filmu jest właśnie jak wakacje i to cały jego sekret. Jasna biel skał i piasku. Lśniące słońce i opaleni bohaterowie no i wielki błękit morza.

Who's Afraid of Virginia Woolf?

Posted by
On March 28th, 2010 at 00:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
Who's Afraid of Virginia Woolf? (1966) - well... everybody?Absolutny klasyk. Wspaniała sztuka Edward'a Albee'go w mistrzowskim wykonaniu Elizabeth Taylor i Richard'a Burton'a. W żadnym z filmów tej pary ich role, moim zdaniem, nie były tak przejmujące i tak wspaniałe technicznie zarazem.Martha: "I actualy fell for him.. it... that... ... there..."George: "Martha is a romantinc in heart heh"Martha: "Hell I am"Nowo zatrudniony 28 letni wykładowca wraz z żoną pijani znajdują się w środku żenującej gry dwojga jeszcze bardziej pijanych małżonków w średnim wieku.On - Richard Burton jest w katedrze Historii (ale nią nie kieruje), ona - Elizabeth Taylor jest córką "Staruszka" - rektora uczelni. Oboje uwikłani w wieloletni konflikt niespełnionych nadziei, wygórowanych ambicji i zmarnowanego życia.Konflikt za konfliktem. Wybuchają z niesamowitą siłą w każdej scenie. Ona - energiczna, wyrachowana nie przepuści żadnej okazji do ataku. Jej pasja to wrzask i alkohol. On - zimny, milczący, zmęczony cynik gdy wybucha w jego oku pojawia sie dowcipny ognik szaleństwa.Osią konfliktu okazuje się być szesnastoletni syn, który po licznych ucieczkach z domu nie pojawia się w nim w swoje urodziny. Dlaczego? Czy rozwiązaniem wieloletniego konfliktu okaże się jego śmierć?Niesamowity kunszt aktorski daje się szczególnie zauważyć w bardzo długich ujęciach, w których kalejdoskop uczuć tak intensywnych nie pozwala oglądającemu na moment wytchnienia.Kto się boi Wirginii Woolf to wspaniała przeciwwaga zarówno dla wszystkich Pamiętników Bridget Jones jak i dla romantycznych Rzymskich Wakacji. To samotność dwojga ludzi związanych węzłem małżeńskim i społecznym. Węzłem czasu przez, który niosą ocukrzone kłamstwami, alkoholem pełne goryczy największe brzemie swojego związku.Bezsprzecznie jeden z najlepszych filmów jakie widziałem. więcej >>

Kobieta i mężczyzna

Posted by
On March 27th, 2010 at 23:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
Strasznie stary ten film, ale jakoś dopiero teraz mi się zdarzyło go obejrzeć (ech, kolekcja Wyborczej...) ;)Niesamowicie pokazane, jak rodzi się związek. Jakoś tak subtelnie. Niby nic, a cały czas coś się dzieje, coraz bliżej, obawy, przypadkowe i nieprzypadkowe spotkania. No chemia po prostu.

Brazil

Posted by
On March 27th, 2010 at 22:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in jonathan pryce, sam lowry, niby nic, labirynt, serc, aje, serca, inaczej, narrator, nim, wiem, lata, tyle, utopia, chce, bil, ku, sens, hmmm, jonathan
Brazil (1985) - szalony z miłościNo i jak mam opisać ten film? "Szalony z miłości?" Nieeeee. Jest jak labirynt. Jest w nim tyle historii, że nie wiem od czego zacząć. Nie wiem, na której się skupić. Czy to źle? To wspaniale!! :DBo to nie jest film na którym nudzisz sie za drugim razem. To nie jest nawet film na którym nudzisz sie za 10 razem. Gdy go widziałem po raz 10 :D znalazłem jeszcze coś czego dotąd nie zauważyłem. Coś co opowiedziało mi go inaczej. Po raz kolejny.Co nie zmienia faktu, że nadal ciężko jest mi sie zdecydować, która z historii w nim dominuje. Oj, to będzie długi post. :DI. MiłośćW wielu starych sennikach latanie interpretowane jest jako pęd ku wolności. Ten sen przewija się przez cały film. W wielu momentach jest kluczem do interpretacji zdarzeń. Jest jak narrator, jak przyjaciel głównego bohatera. Jest jego ucieczką w noc i dzień. Jest wreszcie substytutem rzeczywistości, ostatecznym triumfem serca nad szkiełkiem i okiem.Szepcze o miłości która woła, wyzwala, uskrzydla, jest celem i drogą, która nadaje rzeczywistości sens...Niby nic oryginalnego gdyby nie fakt, że rzeczywistość dawno postradała zmysły i bezlitośnie domaga się prawa nad wolnością.Sam Lowry - Jonathan Pryce jest synem legendy, człowieka który stworzył system, od którego jego jedyny syn chce uciec jak najdalej. System w którym człowiek jest numerem statystycznym w archiwach ministerstw a życie jest czystym biurkiem ciasnych cel profesjonalnych urzędniczyn w ich własnych więzieniach pustych zaszczutych serc. To utopia biurokratów - równie przerażająca co komiczna.Waren: "Glad to have You on board. You'd like it up... aaaaaahh here we are! Your very own number... on Your very own door... And behind that door... Your very own office...Congratulations... DZ/015 !"Nie ma ucieczki. Nie ma szans by być normalnym w tym społeczeństwie. Chyba że jest sie nikim. hmmm gdzieś już to słyszałem...Ale do rzeczy!II. SystemJak każda komiczna utopia jeśli nie zawali się od małej wisienki czy użądlenia pszczoły to od muchy w dalekopisie napewno. ;) Mucha jest przyczyną wszystkich zdarzeń - miłości, szaleństwa i śmierci.. hehe. Zmiana jednej litery w formularzu aresztowania uruchamia siatkę rozchodzących się pęknięć w upiornym monolicie. W powiększających się szczelinach giną wciąż nowi i nowi ludzie po to tylko by usprawiedliwić system.Urzędnik: "Sign here please. Press harder this time."Veronica Buttle: "What is this all about?"Urzędnik: "That is your receipt for your husband. Thank you!! And that is my receipt... for your receipt."Wyśniona miłość okazuje się być kobietą z krwi i kości! Jill Layton, w tej roli prześliczna Kim Greist, jest przyczyną dla której Sam wychodzi z ukrycia w szalony świat. Mimo iż opierając się systemowi popada coraz głębiej w szaleństwo chce uratować sen i uratować Jill, na której system, jako świadku pierwszych pęknięć, postawił już krzyżyk.Będąc, jak nam się wydaje, jedynym normalnym człowiekiem w tym całym burdelu Sam traktuje szaloną rzeczywistość ze zrozumiałą wojowniczością. A jednak. Nie docenia przeciwnika. Brnąc w coraz to nowe, coraz to bardziej szalone epizody czuje jak kontrola wymyka mu się z rąk. Jak niszczy co chiał ocalić.Miota się walcząc z biurokracją i chcąc pozostać z nią w zgodzie niczym Don Kichote. Lecz nie jest sam. Spotyka między innymi poszukiwanego listami gończymi superbohatera - inżyniera ciepłownika Harry'ego Tuttle'a w tej roli jakże inny niż zwykle Robert Deniro,Tuttle: "we're all in this together"zaangażowanego w swoją prywatną wojnę przeciw papierkowej robocie w Central Services.Niestety ta znajomość jest kolejnym gwoździem do trumny wyśnionej miłości.III. SzaleństwoW tym momencie normalny widz gubi się zupełnie. Koneserowi kunsztu Terry'ego Gilliam'a zaś wszystko dopiero teraz zaczyna sie układać.To znak firmowy Terry'ego. A jest to mój (jakże by inaczej) ulubiony reżyser. W każdym z jego filmów ocieramy się o wizje wariatów. W żadnym jednak nie były one tak integralną częścią fabuły jak tu. Szaleństwo jest tak naturalną konsekwencją wydarzeń, że aż wydaje się iż tak właśnie ukryłby umysł każdy.Symptomy rozsiane są po całym filmie. Jedna z kluczowych scen moim zdaniem to błaganie murowanego człowieka, który symbolizuje ostatnie więzy łączące sen za którym podąża bohater i chorą rzeczywistość przed którą ucieka.Brickman: "Sam! don't go! please."Sam nie jest jednak częscią systemu. Wykorzystuje go tylko by zdobyć Jill i uchronić ją przed tą bezduszną machiną. Bezowocnie marnuje swoją energię na walkę z papierami, którymi jego własny ojciec zastąpił uczucia i relacje międzyludzkie.I jest kilka pięknych chwil, w których zwycięża. Czy sam, czy z pomocą Harry'ego :D To moje ulubione sceny.No dobrze, ale nadal nie wymieniłem wszystkich wątków i post szczerze mówiąc wygląda jak miednica z melasą. Kto zdoła? No bo mógłbym się skupić na odwołaniach do czerwonej gorączki lat 50-tych i 60-tych w stanach. Mógłbym się skupić na ekologii. Mógłbym też powiedzieć co nieco na temat odwołań do Orwell'a, ale po co?Każdy gdy odpowiednio poszpera znajdzie tam wszystko czego nie ma w "normalnych" filmach - inteligencje, wiedzę i dbałość o każdy najdrobniejszy wątek.Co jednak najbardziej wciąga w tym filmie to sam sposób realizacji. Klaustrofobiczne ujęcia "szerokim kątem" potęgują wrażenie przytłoczenia. Niesamowita, żyjąca scenografia jakiej nigdzie dotąd nie widziałem przywodzi na myśl GECK ;D czy "Earth vs. Flying Saucers" o czym jeszcze będzie.No ale wreszcie, kto wpadłby na pomysł by w 85 roku zrealizować utopijną komedię sf w stylistyce lat 50-tych? hehe...Wygląda to wprost fenomenalnie z panelami z TIMEX'a, pięknymi garniturami i architekturą która kojaży się nie tylko z "Metropolis" Langa ale również z monumentalnym dziełem Frank'a Crowe'a - zaporą Hoovera. Wszędzie wprost widać dbałość o szczegóły. Najlepszym przykładem są tu plakaty żywcem wyjęte z zimnej wojny, które pojawiają się w wielu miejscach filmu dodając scenom cierpkiego humoru.I nadal nie wiem jak mam opisać ten film... cudny.

The Duellists

Posted by
On March 27th, 2010 at 22:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
The Duellists (1977) - honor ponad wszystko. Ile własniej i cudzej krwi można przelać gdy racja jest po naszej stronie? Jak bardzo można zaangażować się w konflikt, w którym nie wiadomo o co chodzi? Gdzie leży granica po przekroczeniu której przestaje być istotny powód konfliktu a sam fakt że się go toczy? Kiedy człowiek obowiązany jest wyciągnąć broń a kiedy nie? Te pytania chyba stanowią drugie dno opowiadania naszego Joseph'a Conrad'a.A historia przeznakomita, bo rzecz się rozbija o honor.Dwuch huzarów w armi napoleońskiej. D'Hubert - Keith Carradine, człowiek rozsądny, inteligentny, kulturalny i powściągliwy zostaje przypadkowo wciągnięty w niepojętą logikę honoru irytującego furiata nazwiskiem Feraud - Harvey Keitel.D'Hubert zmuszony dotrzymywać kroku pieniaczowi szybko przestaje mieć na uwadze niedorzeczność konfliktu i zastępuje rozsądek wszechwładnym kodeksem honorowym.Friend: "What was the cause of the duell?"D'Hubert: "Call it a light cavalry skirmish... all and all far from certain myself"Adele: "What do you mean you'd go on fighting?"D'Hubert (ranny): "No question. It is the only honorable thing to do... Oh God... I'm going to sneeze..."Adele: "Oh! You mustn't, come on describe honor..."D'Hubert: "Honor...? Honor is... Honor is indescribable, unchalangable... Honor is... ah-choo!!!"Malownicze zdjęcia, przepiękne kostiumy i trzymająca w napięciu fabuła nadają filmowi Ridley'a Scott'a specyficzny charakter. Z jednej strony godni podziwu oficerowie najbardziej poważanych jednostek armii napoleońskiej, ludzie szlachetni. Podporządkowują, z drugiej strony, swój wysoki stan, wiedzę i rozsądek kodeksowi honoru, którego nie są w stanie nawet opisać.Ale czy dziś spory przebiegają inaczej? Śmiertelne urazy są powodem wieloletnich konfliktów, których prawdziwą przyczyną często jest opaczne rozumienie intencji. Ktoś czegoś nie dosłyszał, pomyślał i obraził się zamiast wyjaśnić. Jak w czasach napoleońskich tak dziś honor mimo iż nadal nie podlegający dyskusji, nie możliwy do opisania i często nie wart kichnięcia rządzi nami miast rozsądku. Wspaniały film. Jeden z moich ulubionych. A jak się wybornie siekają!!!

Malena

Posted by
On March 27th, 2010 at 22:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
Trwa II wojna światowa. Mussolini wypowiada wojnę aliantom. Małe sycylijskie miasteczko Castelcuto - podobnie jak całe Włochy - żyją tym wydarzeniem. Jednak wojna jest tutaj tylko tłem, jednym z czynników wpływających na bieg wydarzeń.Film opowiada o młodzieńczej miłości i erotycznej fascynacji nastolatka - Renato Amoroso - do miejscowej piękności - Maleny.Tytułowa Malena to piękna, elegancka kobieta, na widok której wszystkim mężczyznom w miasteczku skacze tętno. Nic dziwnego, że prędko staje się obiektem zawiści miejscowych przedstawicielek płci pięknej. Wojna, śmierć męża, zawiść postawiły przed Maleną problemy, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. Nikt nie chciał dać jej pracy - każdy kto mógłby ją zatrudnić nie robił tego ze strachu przed własną żoną. Nie miała z czego się utrzymać. Malena zaczyna sprzedawać swoje ciało, aby przeżyć. Dla całego miasteczka Malena to prostytutka, która poluje na żonatych mężczyzn.Renato zafascynowany Maleną, darzący ją bezgranicznym, naiwnym, dziecięcym ale szczerym uczuciem śledził każdy jej krok, upajając się każdym jej ruchem, podglądając ją przy każdej nadarzającej się okazji. Dzięki temu stał się jedynym człowiekiem, który poznał prawdę o Malenie.Ze swojej wiedzy uczynił najlepszy, jaki tylko mógł, użytek.Film - wyreżyserowany przez Giuseppe Tornatore - piękny, momentami groteskowy, głęboko poruszający. Fantastyczne zdjęcia, piękna muzyka Ennio Morricone dopełniają dzieła. Po projekcji siedziałem w fotelu ze łzami w oczach do ostatnich napisów.Polecam gorrrąco!!!

Last tango in Paris

Last tango in Paris (1972) - gdzie nie ma imionFilm wywołał wielkie poruszenie. Bernardo Bertolucci poszedł siedzieć. Nie zamienili z Marlonem Brando słowa przez następne 15 lat. Maria Schneider przez kilka lat nie dostała propozycji żadnej nowej roli.Nawet widz oglądając ten film czuje się w dziwny sposób ograbiony z intymności. Dotknięty w sam środek człowieczeństwa, zagubiony we własnej bolesnej samotności, nieszczęściu odrzucenia które jest przecież udziałem wszystkich.On - na rozstaju. Na szczycie rozpaczy po stracie ukochanej żony, która okazuje się być nałogową dziwką nie potrafiącą zrealizować się w małżeństwie bez listy czcicieli jej bóstwa. Mąż - "gość w jej hotelu" mimo iż udaje to jednak zupełnie nie wie gdzie upatrywać swego miejsca w pudełku z kolekcją pamiątek po innych wielbicielach.Jeanne: You want to know why you don't want to know anything about me? Because you hate women. What have they ever done to you?Paul: Well... either they always pretend to know who I am or they pretend I don't know who they are... and that's very boring.Dziś Rosa już nie żyje, on stoi na szczycie emocji, bólu, wyzwolenia, ciemności i beznadziei z garścią pytań, które nigdy już nie znajdą odpowiedzi. W którą stronę wiatr go przechyli tam postawi pierwszy krok i może odnajdzie swoją silną nową przyszłość. Teraz jednak pragnie tylko stać pośród pustki tego mieszkania pełnego wspomnień a wciąż poza czasem, poza przeszłością i poza wszelką tożsamością. Targany emocjami jest nieprzewidywalny i ślepy. Błądzi z imieniem którego nie chce. Nie chce miłości. Chce być gdzie indziej.Jeanne... Jeanne pełna.Życie tryska z niej kolorami jak sok ze świeżej brzoskwini. Jej imię to światło radości, niewinność i ufność. Mieszkanie w którym go spotyka jest kolejnym z marzeń dziewczęcych w idealnym życiu muzy dwudziestolatków. Pełna, pełna, świetlista i czysta jak niezapisana księga wchodzi w mrok wnętrza tego człowieka, który przyciąga i przeraża, prowadzi tam gdzie nigdy nie stąpała mimo iż serce zdawało się podąża jak całe jej życie - utartą ścieżką. Urzeka ją jego brutalna meskość pozbawiona wszelkiej hipokryzji. Wyzuta z fałszywego romantyzmu, który ją otacza.Mężczyzna wykorzystuje ją i nieustannie wywiera na niej swoją władzę. Bawi się nią, uczy nieustannie brukając jej czystość. I dominuje. Nawet milczeniem.Obraz Bacona jest świetnym prologiem. Jak za nim tak za tą historią kryją się mroczne motywy. Balthus wyziera z kadrów. Jej nagość i jego ubiór podkreślają jeszcze naturę relacji.Relacji? To mieszkanie jest tylko miejscem... dopóki nie ma imion dopóty nie ma światów. Bez przeszłości i przyszłości. To mieszkanie ma pozostać azylem spółkowania światłości z mrokiem gdzie rzeczywistość nie ma wstępu. Ale czy gdy nie ma imion nie może powstać więź? Tylko jaka? Gdzie to prowadzi? Nie wiedzą, poprostu idą. Wiatr zawiał.Paul: Quo vadis baby?Jeanne: Oh I forgot to tell you something. I fell in love with somebody.Paul: Oh isn't that wonderful?!Czy spotkają się? Dzieli ich 20 lat. Rozpacz zbyt młodych i zbyt starych. Czy rozminą się, jak wszyscy, szukając miłości tam gdzie trzeba, jedno świtem, drugie zmierzchem? Czy zatańczą?Odpowiedź nie nowa. Jedna. Dziś, jutro i wczoraj ta sama.Nie.Uwielbiam ten film..

The Rutles

Posted by
On March 27th, 2010 at 21:03

Permalink | Trackback | Links In |


Posted in
The Rutles (1978) - "The Rutles story is a legend. A living legend, a legend that will live longer after lots of other living legends have died."The Rutles. Ikona muzyki rozrywkowej. Od Nowego Yorku po Dziśnity nie spotkamy nikogo kto by nie znał i nie kochał ich muzyki. Ale jaka była ich prawdziwa historia? Ten zrealizowany z wielkim rozmahem jeden z najlepszych filmów dokumentalnych o The Rutles odkrywa przed nami wzloty i upadki najsłynniejszych czterech chłopców z Liverpoolu. więcej >> Poza niepublikowanymi dotąd zdjęciami The Rutles nakręconymi za kulisami koncertów zobaczymy również wywiady z młodymi ludźmi zainspirowanymi muzyką czwórki z Liverpoolu.Mick Jagger: "I mean... we saw theese... there were the Rutles on TV with girls chasseing them..."Zobaczymy również sceny nagrane w 1968 roku podczas sesji legendarnego albumu "The tragical history tour"Narrator: "Despite warnings that it will lead to stronger things the Rutles enjoyed the pleasant effects of tea and it influenced enormously their greatest work 'Sgt. Rutter'".